Byłam na wakacjach all inclusive raz w życiu i dowiedziałam się tam o sobie kilku rzeczy…
Na przykład tego, że nawet jeżeli codziennie na śniadanie jem pół kanapki, to nagle jestem w stanie nałożyć sobie wszystkiego „po troszeczku” i wracam do stolika z omletem, naleśnikiem, arbuzem i croissantem, których nawet nie chciałam, ale skoro już były… Człowiek przyjechał zobaczyć kawałek świata, a po trzech dniach jego światopogląd kończy się na pytaniu, czy dzisiaj przy bufecie będą te dobre ziemniaczki…
All inclusive uwalnia człowieka od podejmowania decyzji. Normalnie na wakacjach trzeba ustalić, gdzie pojedziemy, gdzie zjemy… Tutaj najpoważniejsze pytanie dnia brzmi: basen czy morze? A po chwili okazuje się, że nawet tej decyzji nie trzeba podejmować, bo można zostać przy barze.
I właśnie o tym będę opowiadać przez najbliższy tydzień. Trochę się z tego świata all invlusive pośmiejemy, ale trochę też go obronimy. Bo im dłużej o nim myślę, tym bardziej podejrzewam, że resorty wiedzą o współczesnym człowieku coś, czego on sam nie chce o sobie wiedzieć.
A może Państwo mają jakieś wspomnienia, zabawne historie albo powody, dla których nigdy w życiu nie pojadą na tego typu wakacje?
Zapraszam do komentowania i słuchania naszej anteny! Kierowniczka turnusu all inclusive 🙂
