Idź do treści
30.03.2026

Otwieramy nowy cykl, w którym różne osoby z Redakcji Muzycznej Radia 357 będą prezentować jedną z płyt tygodnia. Płyty tygodnia jak Państwo doskonale wiedzą są zawsze dwie, ale post będzie jeden 😉

Bo to nie jest tak, że te PT wybierają się same. Wręcz przeciwnie, jest to wynik często burzliwych obrad, w trakcie których nie brakuje trzaskania drzwiami i dramatycznych deklaracji. Koniec końców udaje nam się dokonać wyboru, a efektu można słuchać w trakcie „Kieruj się na południe” i „Mam grać”.

W tym tygodniu nasz wybór padł na dwie bardzo ważne nowości. Dwudziesty piąty (!) album Voo Voo „Dźwięczność” oraz drugie pełnowymiarowe wydawnictwo Raye, zatytułowane „This Music May Contain Hope”.

I ja właśnie o tym drugim. Napisać, że to był długo oczekiwany album, to jak nic nie napisać. Zwłaszcza, że robiący furorę na listach singiel „Where is my Husband?” ukazał się we wrześniu 2025 roku. Co więcej, opromieniona branżowymi wyróżnieniami brytyjska wokalistka zaczęła już objeżdżąc świat z nowymi piosenkami (docierając również do Łodzi), a płyty jak nie było, tak nie było… Aż do zeszłego piątku, kiedy album w końcu ukazał się światu. Jaka jest to płyta, oprócz tego że ważna?

Na pewno oszałamiająca feerią muzycznych barw i pokazująca niezwykłą wszechstronność wokalną artystki, która jest już obecnie jednym z najgorętszych nazwisk na współczesnej scenie pop/neosoul. To album wręcz przytłaczający bogactem, trwający blisko 75 minut, co może sprawiać wrażenie, że wszystkiego jest tam za dużo. Krytycy twierdzący, że „This Music…” cechuje wręcz barokowy przepych mają trochę racji, ALE… No właśnie, taką konstrukcję albumu Raye sobie wymyśliła i brawurowo zrealizowała z ogromną liczbą muzyków i współpracowników.

To album o narracji niemal filmowej, swego rodzaju muzyczna incepcja, gdzie Raye przemawia i śpiewa do nas niczym lektorka z offu. W ostatnim utworze dochodzi nawet do bezprecedensowej sytuacji, kiedy Brytyjka odczytuje całą „listę płac” osób zaangażowanych w proces. Czy to przesada, czy piękny gest wobec współtwórców tej płyty? To już zostawiam Państwa ocenie.

Nie można jednak zapominać, że wielkość tego albumu tworzą wspaniałe, błyskotliwie zaaranżowwane utwory, które już teraz brzmią jak klasyka. Oprócz wspomnianego singla należy wymienić „Beware… The South London Lover Boy”, „Click Clack Symphony” (z udziałem samego Hansa Zimmera!), „I Know You’re Hurting”, „Nightingale Lane”, „Fields” czy „Joy”.

Ekspresja wokalna Raye i aranżacyjny przepych jej muzyki (ktos tu chyba liczy na piosenkę do Bonda 🙂 mogą nie być dla wszystkich, ale trudno zanegować fakt, że to jedna z najważniejszych popowych premier tego roku.

Album, który co ważne jest albumem przez wielkie „A”. Mało kto potrafi w dzisiejszym świecie muzyki karmionej agorytmami oddać hołd temu formatowi i wyjść z tej próby zwycięską ręką.

„This Music May Contain Hope” zgodnie z tytułem przywraca też nadzieję w lepszy, piękniejszy świat, a takich płyt bardzo teraz wszyscy potrzebujemy.

Polecam gorąco wraz z całą Redakcją Muzyczną i zachęcam Państwa do słuchania „Muzyki Prywatnej” (godzina podana na zdjęciu). Będzie coś dla fanów/fanek Harry’ego Hole.

Łukasz Dunaj

Strefa dostępna dla zalogowanych Patronów.