15 grudnia 2025 roku w Strasburgu rozpoczęła się sesja plenarna Parlamentu Europejskiego. Europosłowie zajmą się m.in. bezpieczeństwem energetycznym Unii Europejskiej i przyszłością umowy handlowej z Mercosurem. O te wydarzenia w Rozmowie Popołudniówki pytaliśmy Bartosza Mieliniczka, eksperta Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego ds. rolnictwa.

Mercosur (z hiszp. Mercado Común del Sur - Wspólny Rynek Południa) to międzynarodowa organizacja gospodarcza powołana w 1991 roku traktatem z Asunción (Paragwaj). Państwa członkowskie to Argentyna, Boliwia, Brazylia, Paragwaj, Urugwaj i Wenezuela (zawieszona od 2016). Państwa stowarzyszone, które korzystają ze strefy wolnego handlu, bez udziału w unii celnej, to: Chile, Peru, Ekwador, Kolumbia, Gujana i Surinam. A obserwatorzy: Meksyk i Nowa Zelandia.
Wielki przemysł ważniejszy niż rolnictwo
Teraz europosłowie zajmą się umową handlową z Mercosurem. Istnieje ogromny rozdźwięk między państwami. Niemieccy rolnicy protestują, a niemiecki rząd jest za umową. Francja przeciw, a Włochy są za, ale się zastanawiają nad opóźnieniem umowy.
- Prawda jest taka, że interesy przemysłu ważą więcej niż interesy rolnictwa. Dlatego ta umowa jest dopychana kolanem, mimo protestów Francji i Polski. Umowa jest korzystna dla Mercosura, ale nie dla Polski na przykład - powiedział Bartosz Mieliniczek, ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego ds. rolnictwa.
Grupy interesu, które mają skorzystać, chcą żeby machina ruszyła. To przede wszystkim przemysł. Jednak w umówię handlowej jest ponad 90 poprawek. Czy wyrównają straty europejskiego rolnictwa? - Niekoniecznie. Przykładowo, Brazylia jest naszym konkurentem w eksporcie drobiu, my jesteśmy trzeci na świecie, a Brazylia druga. Stąd te kontrowersje. Gospodarka UE jest bardzo konkurencyjna. Mamy nadprodukcję, umiemy produkować. Ale w dobre niepokojów geopolitycznych nasze rynki są niepewne. I europejski przemysł chce sobie zapewnić rynek zbytu na wypadek kłopotów ze Stanami Zjednoczonymi i innymi wielkimi odbiorcami. Te rynki to rynki krajów Mercosur - wyjaśnił Bartosz Mieliniczek.
Hipokryzja środowiskowa
Austria, Irlandia, Polska są przeciwne. Francja też. Czy nie będzie zatem protestu państw? - Nie spodziewałbym się. Nie zbierze się protest, nie ma na to większych szans. Komisja Europejska prze do podpisania umowy. Mamy co prawda plan B, to zaostrzenie pewnych norm. Ale na niewiele się to zda. Bo konkurencja cenowa producentów z Ameryki Południowej jest ogromna. Tam jest 6 razy więcej chemii w rolnictwie, nie ma czegoś takiego jak dobrostan zwierząt, tam rolnictwo to przemysł - mówił Bartosz Mieliniczek.
Czy zatem będą protesty rolników? Blokady dróg? - Nastawiałbym się na to, że będą te blokady, protesty, będą. Bo frustracja polskich rolników jest zrozumiała. My możemy produkować na miejscu, szanujemy środowisko, dbamy o zwierzęta. A tu nagle może się okazać, że tańsza produkcja będzie w krajach, które tego nie robią. A jeszcze wszystko przypływa do UE statkami, bez najmniejszego poszanowania środowiska, z ogromnymi emisjami. Kluczowa dla nas branża - rolnictwo polskie - straci na tej umówię - zakończył Bartosz Mieliniczek.