Unijne kraje podjęły we wtorek próbę uzgodnienia nowego celu klimatycznego na 2040 rok. Polska od dawna forsuje jego złagodzenie. Co z tych rozmów wyniknie i jakie mogą być ich skutki dla Polski? O tym rozmawialiśmy w Popołudniówce Radia 357 z Justyną Piszczatowską, wydawczynią Greennews.pl.

Przypomnijmy, że chodzi o planowaną redukcję emisji CO2 aż o 90 proc. do 2040 roku. Dlaczego Polska nie może spełnić tych ambitnych planów, których zresztą nie może też spełnić wiele innych krajów europejskich?
- Prosta odpowiedź jest taka, że zbyt wolno transformujemy swoją gospodarkę. Ale sytuacja jest bardziej skomplikowana - powiedziała Justyna Piszczatowska, wydawczyni Greennews.pl. - Z celu na 2030 rok jako Unia Europejska się wywiążemy, bo obniżymy emisje o 55 proc. do 2030 roku. Ale kolejne cele, które budzą spór, mogą się już nie udać. One wymagają już bowiem bardziej skomplikowanych działań, niż tylko rezygnacja z węgla - dodała.
Im dalej w las…
Przykładowo, Polska musiałaby w ekspresowym tempie zmodernizować całe hutnictwo, czy przemysł. - Tymczasem chodzi o to, że nie dysponujemy jeszcze wymaganymi technologiami, by to zrobić. Dlatego głosy, że poprzeczka na 2040 rok jest zawieszona zbyt wysoko wcale nie są pozbawione sensu - powiedziała Justyna Piszczatowska.
W Rozmowie Radia 357 wspomniano, że z celów na 2040 rok ma być wyłączona wojskowość. - Prowadzimy proces dozbrajania się na niebywałą skalę. To zrozumiałem, że nikt na świecie nie patrzy na to, czy np. stal jest niskoemisyjna. Postulat o wyłączeniu przemysłu zbrojnego z negocjacji jest ze wszech miar słuszny - uznała Justyna Piszczatowska.
Erozja konsensusu
Na redukcję emisji ma wpływ sytuacja międzynarodowa. Europa znajduje się w awangardzie osiągania celów klimatycznych. 90 proc. do 2040 roku wydaje się jednak mało realne.
- Niestety, zmienił się też kontekst międzynarodowy. Donald Trump wycofał się z porozumienia paryskiego. A proces negocjacji klimatycznych prowadzonych w ONZ znalazł się w krytycznym momencie. Dodatkowo, niezależnie od podstępu globalnych rozmów emisje cały czas rosną. Naukowcy twierdzą, że gdyby nie te podejmowane wysiłki, byłoby jeszcze gorzej. Z drugiej strony mamy do czynienia z erozją globalnej walki o redukcję emisji - powiedziała ekspertka.
Tymczasem to Chiny są największym emitentem CO2. Tyle tylko, że jednocześnie od pewnego czasu najbardziej odpowiedzialnym. - Chiny obniżyły o 2 proc. emisje w I półroczu tego roku, a aż o 5 proc. w energetyce. Rozwijają inwestycje w odnawialne źródła energii na niebywałym poziomie. Być może w swojej transformacji też będą szukały budowy dominacji światowej. Bo Chiny najwięcej emitują, ale też najwięcej inwestują w OZE. Zatem wkrótce sytuacja z oskarżaniem Chin może ulec zmianie - zakończyła Justyna Piszczatowska, wydawczyni Greennews.pl.