Syryjska arabska wiosna rozpoczęła się w 2011 roku. Od napisu. Sprejem na ścianie. Od słów „czas na ciebie, Doktorze” rozpoczęła się rewolucja. Potem przerodziła się w trzynaście lat okrutnej wojny domowej. To niesamowite, jakie korzenie może mieć sprzeciw wobec machiny państwa. I że może narodzić się w telewizji.

Autor: Michał Żakowski
Doktorem, o którym mowa jest Bashar al Assad. Z wykształcenia okulista. Jeszcze niecały rok temu bezwzględny prezydent – dyktator. Autorem napisu teraz 30-letni mieszkaniec miasta Daraa. On „wrzucił” go na ścianę, a koledzy ze szkoły „dorzucili” swoje imiona. Tajna policja aresztowała 15 nastolatków, torturowała ich i trzymała w zamknięciu przez miesiąc. W tym czasie rodzice i rodziny zatrzymanych wyszły na ulice i domagały się ich uwolnienia. Dołączyli do nich mieszkańcy Dara’y. I tak zaczęła się rewolucja, której pierwszym symbolem nie była broń a puszka ze sprejem. „SpreyMeni” – rewolucjoniści, w całej niemal Syrii zagrzewali do protestów w do tej pory uśpionym ale nienawidzącym rodziny Asadów kraju. Napisy i akcje z „wrzutów” były propagowane w mediach społecznościowych. Każda dzielnica i miasto miały swoich „bakhkhākh” czyli spraymenów.
Assad trzymał się twardo, kiedy prezydenci Tunezji i Egiptu uciekali lub ustępowali pod naciskiem wielkich protestów.
Spotlight czyli Syria się śmieje ostatni raz
Rahaf al Kurdi, którą spotkałem w Damaszku przywołała historię zapomnianą po 13 latach okrutnej wojny domowej.
Wojny małych radykalnych, dżihadystycznych milicji, wojska lojalnego wobec Asada i jego klanu rządzącego, szyickiego libańskiego Hezbollahu, irańskich sił specjalnych, tureckiego wojska i rosyjskiego lotnictwa oraz najemników Kremla. Związanych z al Kaidą grup i wpływów bogatych szejków z Zatoki Perskiej i niemałej w tym zamieszaniu roli ich pieniędzy. Zaciągu radykałów z Kaukazu i Azji Środkowej. Bombardowań Izraelskich i akcji amerykańskich grup bojowych. Państwa Islamskiego ze stolicą w syryjskiej Rakkce i stawiających im opór Kurdów z północnej Syrii. Tak wyglądały czysto wojenne puzzle. Bez misternej syryjskiej układanki etniczno – religijno – wyznaniowej. Bez tych niezwykłych klanowo, rodowo, plemiennych zależności.
To aż wydaje się nieprawdopodobne, że działo się w jednym kraju.
A początkiem tej już nie zawieruchy a huraganu dziejów był serial komediowy w syryjskiej telewizji. Spotlight rozśmieszał przez kilka serii, kilka lat. Ale ten jeden odcinek „Człowiek ze sprejem” stał się nieoczekiwanym zapalnikiem wybuchu społecznego i dał narzędzie do wyrażania sprzeciwu.
Fabuła jest prosta.
Młody człowiek kupuje w lokalnym sklepiku spray bo chce napisać sąsiadom, że nie zgadza się na podrzucanie śmieci pod drzwi jego mieszkania. Kiedy te znikają on dostrzega magiczną moc w puszce ze sprejem i wypuszcza dżina zmian. Krytykuje władze, komunikację w mieście a ludzie biją brawo kiedy pojawia się w kefiji – chuście zasłaniającej twarz, ze sprejem w ręku i zaczyna „wrzucać” napisy na ścianach instytucji krytykowanych.

Autorem scenariusza jest Adnan al Zarra’i. Mąż Rahaf. Napisał go w 2008 roku a aresztowano go cztery lata później. Rewolucja już trwała i zaczynała się wojna. Represje Assada wchodziły na najwyższe obroty okrucieństwa. Człowiek ze sprejem zasłonięty chustą, z roli satyrycznej przechodzi do postaci dramatu.
Adan al Zarra’i znika prawie bez śladu.
Strata niejasna
Lata walk to być może nawet milion zabitych. Być może bo policzyć dokładnie po tylu latach jest niezwykle ciężko. Największa liczba podawana sięga ponad 650 tysięcy a i tak uznaje się, że jest niedoszacowana. Agencja Reuters dotarła do wstrząsających dokumentów, zdjęć i przede wszystkim świadków operacji „Move Earth”. Przez kilka lat przewożono dziesiątki tysięcy kości ludzi zamordowanych przez reżim. Z jednego masowego grobu do rowów wykopanych w innym miejscu. Na pustyni niedaleko Damaszku. Ile? Dziesiątki tysięcy. Kim są? Niewiadomo.
Podobno w Syrii „zaginęło” lub „zniknęło” około 180 tysięcy ludzi. A może nawet 300 tysięcy. Różne źródła podają inne dane.
W tym jednym przypadku taka osoba ma imię: Adnan al Zarra’i. Kiedy poznawałem historię Rahaf, aresztowania nie tylko jej męża ale i tygodni, które ona spędziła w więzieniu, zrozumiałem małą cząstkę czym był reżim Asada.

I jak łatwo można było wpaść w zęby tej machiny opresji. I tak jak w przypadku Rahaf do tej pory z niej nie wyjść. Ona chce pochować Adnana. Ale musi mieć dowód. Niezbity. Bo inaczej nie jest w stanie go opłakiwać. Dowodów jak na razie brak. I psychologia nazywa to „stratą niejasną”. Nie można bliskiego pochować, odbyć żałoby. Nie ma ciała. Rahaf cierpi. Ale w Syrii razem z nią cierpi prawie milion matek, ojców, braci, sióstr. Czekają latami. Na wiadomość.
Czym była Arabska Wiosna?
Ci młodzieńcy, którzy mazali napisy sprejem w Daraa, oglądali właśnie kończącą się rewolucję w Egipcie. Kiedy na placu Tahrir w Kairze, oszalały z radości tłum demonstrantów wykrzykiwał Allah Akbar bo ustąpił znienawidzony prezydent Mubarak, zapytałem jednego z nich o to, co dalej? Starszy mężczyzna, z gęstą brodą charakterystyczną dla członka egipskiego Bractwa Muzułmańskiego pokazał na niebo i powiedział: czas na Boga. Prezydent pochodzący z Bractwa rządził rok. Obalony przez wtedy „jego” generała wspieranego przez ruch miliona ludzi. Przywódców tego ruchu jak i poprzedniego, rewolucyjnego nie ma. Zniknęli. Rozpłynęli się w dziejach.
Syryjczyk Adnan al Zarra’i nie był wielkim liderem ale pomagał rewolucjonistom. Jego satyra doprowadziła go do celi syryjskiej bezpieki. Trzynaście lat temu o jego aresztowaniu pisały gazety i mówiły telewizje. Teraz pamięta o nim głównie Rahaf i ich syn.
Jedynym bohaterem, który z tych lat pozostał jest Ahmad al Shara. Były dżihadysta, związany z Al Kaidą i Państwem Islamskim. On z protestem Arabskiej Wiosny i puszką ze sprejem nie ma nic wspólnego. Teraz jako prezydent Syrii otwiera nowy, nieznany rozdział w tym kraju i siłą rzeczy zmuszając do ucieczki Doktora Assada dokończył to, co zaczęło się podczas Arabskiej Wiosny.
Ale czy ktoś jeszcze pamięta ideały młodych demonstrantów z 2011 roku? Dlatego ważne jest by odkryć losy Adnana i w ten sposób zachować choć strzęp legendy tego za co ludzie godzili się na tortury i śmierć w jednym z najokrutniejszych reżimów. Za prawo do krytyki władz. Za bycie SprayMenem i marzenie zmieniania świata.