Na kluczowej trasie kolejowej Warszawa-Lublin wysadzono tory. To nie jedyny incydent, jaki miał miejsce w ostatnich godzinach. W rejonie Puław inny pociąg wjechał w zerwaną trakcję. Premier Donald Tusk nie ma już wątpliwości, że były to działania dywersyjne. Gościem Michała Trantaua w Raporcie 357 był płk Andrzej Derlatka, były szef Agencji Wywiadu.

Donald Tusk przyznał, że sprawa jest bardzo poważna, dywersja jest pewna, a pociąg mógł zostać wysadzony. Czy na pewno mógł?
- Oczywiście, że chodziło o wysadzenie pociągu. Tego typu akt terroru ma być zawsze jak najgłośniejszy i jak najbardziej spektakularny, powodujący jak najpoważniejsze konsekwencje dla przeciwnika, którym jest w tym przypadku Polska - powiedział płk Andrzej Derlatka. - Dodam, że samo wysadzenie torów byłoby zrobione inaczej. Tutaj jednak zrobiono wszystko tak, by pociąg wpadł w dziurę po wybuchu. Tam mogło zginąć wiele osób, już nie mówiąc o tym, że ruch kolejowy zostałby zatrzymany na wiele godzin, nawet dni - uzupełnił ekspert.
Hybrydowy atak na Polskę
Obserwujemy, że przeciwnik wykorzystuje efekt skali? Wybuch na trasie Warszawa-Lublin nie był bowiem jedynym incydentem w ostatnich godzinach. Służby mundurowe pracowały w okolicach Puław, a jeden z reporterów TVP opowiadał w Raporcie 357, że pod tym miastem zatrzymany został pociąg, którym podróżowało 475 pasażerów, a którego sieć trakcyjna została uszkodzona. Na razie nie wiadomo, czy przez rzucenie na nią łańcucha, czy przez precyzyjne pocięcie.
- Obie te rzeczy zostały wykonane przez profesjonalistów. Jedna przez osoby mające przygotowanie saperskie. Żeby się za to wziąć, trzeba wiedzieć, gdzie podłożyć ładunki i jak je detonować. Nie sądzę, żeby to były działania amatorskie, choć Rosjanie mogli przez Telegrama szukać osób z przeszkoleniem saperskim, np. byłych żołnierzy - uznał płk Andrzej Derlatka. - Umówmy się, że znalezienie byłego żołnierza w Polsce, który podłożyłby ładunek, nie jest specjalnie trudne. Polskie granice nie są przecież zamknięte. To mogli być obywatele Rosji, ale też Białorusi, Ukrainy, czy Rumunii - powiedział ekspert.
Nie od razu znaleźli
Z kolei w Puławach pociąg najechał na uszkodzoną trakcję. Szef MSWiA Marcin Kierwiński powiedział, że policja otrzymała zgłoszenie o huku, jaki słyszano w okolicy. Jednak patrol nie zidentyfikował tego uszkodzenia. Dopiero dziś (17 listopada) się to udało, a premier „postawił państwo i służby na nogi”. Czy państwo zdało zatem egzamin?
- Po pierwsze, nie można postawić żołnierza na każdym kilometrze linii kolejowej, mamy ich 20 tysięcy. To jasne. Stanowisko rządu jest, według mnie, prawidłowe. Czy patrol policji mógł nie znaleźć wysadzenia torów? To jest prawdopodobne, mógł - stwierdził płk Andrzej Derlatka. - Ale jeśli chodzi już o działania po wykryciu tego miejsca? Tu mam wątpliwości, tak być nie powinno. To jest niepoważne. Trzeba wziąć się za zarządzanie kryzysowe na serio, bo mamy odpowiednie przepisy i odpowiednie procedury - dodał.
Czy powinniśmy się zatem bać? - Myślę, że nie. Jesteśmy w trakcie wojny hybrydowej, wiemy to. Po drugiej stronie są ci, którzy chcą nam dokuczyć. Ale my mamy służby, które mają temu przeciwdziałać. Na tyle, na ile znam kontrwywiad, a znam go doskonale, wiem, że właściwe działania trwają - zakończył płk Andrzej Derlatka.