Podejrzewany o próbę podpalenia warszawskiego biura Platformy Obywatelskiej został zatrzymany. Namierzenie sprawcy zajęło policji nieco ponad dwa dni. Szczegóły w Raporcie 357 przedstawił Michała Trantau.

Zatrzymany to 44-letni mieszkaniec powiatu łosickiego, w woj. mazowieckim. Krzysztof W. najpóźniej jutro - 21 października 2025 roku - usłyszy zarzuty. W piątek 17 października próbował podpalić siedzibę Platformy Obywatelskiej. Było o krok od tragedii. - Bohaterski świadek, który był wewnątrz, odepchnął gościa, który próbował podpalić koktajl Mołotowa - tak na antenie TVP Info opisywał sytuację poseł Koalicji Obywatelskiej Witold Zembaczyński.
Znów agresja
Domniemany podpalacz był dobrze znany policji, ponieważ już raz go zatrzymano. Wtedy - jak mówi Kamil Sobótka z Komendy Stołecznej Policji - też chodziło o polityków Platformy Obywatelskiej. - W maju tego roku był zatrzymywany w związku z groźbami karalnymi na portalu X w stosunku do pana premiera Donalda Tuska - powiedział Kamil Sobótka.
Sąd ukarał go wówczas grzywną. Namierzenie sprawcy nie było więc trudne - Takie osoby są w kręgu zainteresowania służb - przekonywał szef MSWiA Marcin Kierwiński. - To że ten mężczyzna wcześniej został zatrzymany, oczywiście teraz pomogło w jego identyfikacji, wobec czynu, który miał miejsce w piątek - dodał szef resortu.
Zarówno szef MSWiA, jak i minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, podziękowali mundurowym za sprawną akcję. - Najistotniejsze jest to, że tutaj służby zadziałały bardzo sprawnie, to znaczy ustaliły tę osobę. Często dzieje się tak, że takie osoby, będąc zamaskowanymi, pozostają bezkarne - stwierdził Żurek.
Na ujęcie sprawcy zareagował szef rządu. Wysunął oskarżenia o inspirowanie sprawcy przez Prawo i Sprawiedliwość. „Bąkiewicz i Kaczyński muszą być zadowoleni” - napisał na portalu X Donald Tusk. Chodzi o te słowa: „Te chwasty trzeba z polskiej ziemi powyrywać. I napalm na tę ziemię rzucać, że żeby nigdy nie odrosły”. Tak powiedział Robert Bąkiewicz o rządzących 10 dni temu. Wykrzyczał te słowa na marszu przeciw migracji, zorganizowanym przez PiS.
Polityczne szukanie winnego
Rządzący są w szoku. - W końcu może dojść do tragedii. I ja liczę na to, że w końcu Jarosław Kaczyński opamięta się i nigdy więcej nie będzie wykorzystywał takiej narracji do budowania słupków poparcia - powiedział przewodniczący klubu Polski 2050 Paweł Śliz.
- Prawo i Sprawiedliwość nigdy i nikogo do żadnej przemocy nie nawołuje wręcz odwrotnie, my potępiamy przemoc - zapewnił europoseł PiS Tobiasz Bocheński, nawiązując do ostatnich, nieparlamentarnych słów posła Śliza pod adresem byłego partyjnego kolegi Tomasza Zimocha.
Atak skomentowała także Konfederacja. Wojciech Machulski w Polsat News powiedział: - Uważam, że ta eskalacja emocji i patologizacja języka debaty publicznej postępują. Nie tylko w Polsce zresztą, to nie jest tak, że ja krytykuję tylko naszą scenę publiczną, bo przecież widzieliśmy doskonale, co się ostatnio stało w Stanach Zjednoczonych, w których zamordowany został konserwatywny aktywista.
Przypomnijmy, że także w najnowszej Polsce mordowano już na tle politycznym. W 2010 roku zabito łódzkiego działacza PiS Marka Rosiaka. Dziewięć lat później inny napastnik dźgnął nożem prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, który po ataku zmarł.
Język jest klimatem rozmowy
- Ja jestem w polityce po to, żeby Bąkiewicze, czy oni mają liberalne, czy prawicowe, czy lewicowe poglądy, żeby Bąkiewicze nie rządzili w Polsce - stwierdził Donald Tusk w podcaście Kuby Wojewódzkiego i Piotra Kędzierskiego. „Bąkiewiczami” - zdaniem szefa rządu - są wszyscy, którzy w polityce używają ostrego, polaryzującego języka.
Tyle, że ostry język służy na razie każdej ze stron politycznego sporu. Jak długo? - Stopniowo może obniżać się społeczny próg akceptacji agresji. Politycy od lat przedstawiają swoich przeciwników, jako wrogów. Część osób zaczyna traktować te słowa dosłownie. I to jest efekt klimatu, w którym język sporu staje się coraz ostrzejszy i realnie wpływa na rosnącą polaryzację. Dlatego nie może być przyzwolenia na żadną agresję słowną, a ze strony polityków, szczególnie - to komentarz i diagnoza Katarzyny Rochowicz, dziennikarki politycznej portalu Gazeta.pl.