Poseł Franciszek Sterczewski i dwójka innych Polaków, zatrzymanych przez wojsko podczas Flotylli Sumud, opuściło Izrael. Jutro - 8 października 2025 roku - wrócą do kraju. Parlamentarzysta opublikował w sieci zdjęcie z Aten, pisząc że jest bezpieczny i tęskni za krajem. Tymczasem, obecny etap wojny rozpoczął się dokładnie 2 lata temu, od ataku Hamasu na izraelskich cywilów. Szczegóły w Raporcie 357 przedstawił Michał Trantau.

Michał Trantau zaczął swój raport od losów polskich uczestników flotylli. Jak powiedziano, Polacy wrócą jutro, 8 października, bo najpierw muszą przejść badania. - Czekamy na pełną obdukcję lekarską. I dopiero po niej będziemy mogli coś więcej powiedzieć na temat stanu ich zdrowia. Dotychczas wiemy, że spotkali się zarówno z przemocą fizyczną, jak i przemocą psychiczną - powiedział Rafał Piotrowski z organizacji Global Movement to Gaza.
Pod zdjęciem opublikowanym przez posła Koalicji Obywatelskiej w mediach społecznościowych, czytamy: “Melduję, że po 6 tygodniach podróży, 2 atakach dronów, przechwyceniu przez siły okupacyjne Izraela i 5 dniach w areszcie, żyjemy” - napisał Franciszek Sterczewski.
„Spałaszowali kanapki”
Słowa posła potwierdził wicepremier i szef MSZ Radosław Sikorski. - Są cali i zdrowi, jak powiedział nasz ambasador: spałaszowali kanapki - oznajmił.
Tymczasem sami koalicjanci nie są zadowoleni z retoryki wicepremiera. - Jeżeli mówimy o skuteczności polskich służb, no to mówimy tak, skutecznie wydobyto ich z więzienia i wracają do kraju. Ale jeżeli mówimy o słowach pana Radosława Sikorskiego, to takimi wypowiedziami wyraźnie zaznacza on swój stosunek do Polaków biorących udział we flotylli.
Przypomnijmy, że szef MSZ od początku negatywnie wypowiadał się o udziale posła Koalicji Obywatelskiej w misji. - Nie mam zakładników na wymianę, jedziecie na własną odpowiedzialność. Apelujemy też, aby nie jeździć w rejony niebezpieczne - powiedział przed tygodniem Radosław Sikorski.
O dziwo, Prawo i Sprawiedliwość w tej sprawie stanęło ramię w ramię z wicepremierem Sikorskim. - Od początku tej sprawy mam mieszane uczucia, mam je również teraz, ponieważ pan poseł Sterczewski dał się poznać w Polsce, jako osoba pajacująca, że tak powiem, używając logiki języka lewicowego - powiedział w Polsat News europoseł Sebastian Kaleta.
Strzał trwa
Przypomnijmy, że Franciszek Sterczewski, wraz z dwójką innych Polaków płynęli konwojem humanitarnym do Strefy Gazy. Nie dotarli, bo izraelskie wojsko zatrzymało ich, zamykając ostatni możliwy korytarz pomocowy. Ostrzał Strefy Gazy trwa. Powiedzieć, że na miejscu jest katastrofa humanitarna, to jakby nic nie powiedzieć.
Dziś mijają dwa lata od zarzewia konfliktu, brutalnego ataku Hamasu na Izrael. 7 października 2023 roku rządzący Strefą Gazy palestyński Hamas przeprowadził niespodziewany atak na Izrael. Zabito blisko 1200 osób. Porwano 251. Dziś w Tel Awiwie, Jerozolimie i wielu innych miastach Izraela odbyły się uroczystości ku pamięci ofiar. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz przestrzegł przed antysemityzmem, który objawia się „w starym i nowym wydaniu”.
Tyle, że - zdaniem wielu - po dwóch latach, to oprawcy stali się ofiarami, a Izrael w odwecie prowadzi w Strefie Gazy czystkę etniczną. - To 66 tys. ofiar wśród Palestyńczyków. Szacuje się, że może ich być nawet o 40 proc. więcej. Jest też 169 tys. rannych i poszkodowanych - wyliczał w Raporcie 357 Jakub Belina-Brzozowski z Polskiej Misji Medycznej.
„Mamy do czynienia z rzezią”
Lekarze twierdzą, że leczenie w szpitalach nie przypomina niczego, z czym zetknęliby się wcześniej. Nazywają to „medycyną wojenną”. Operacje odbywają się często bez znieczulenia. - Mamy do czynienia z rzezią Palestyńczyków. Ofiar cywilnych jest wielokrotnie więcej niż w trwającej o 20 miesięcy dłużej wojnie w Ukrainie. Wciąż też nie znamy liczby ofiar pośrednich, czyli tych, którzy umierają z nieleczonych na miejscu chorób przewlekłych - powiedział Jakub Belina-Brzozowski.
Do tej pory dwa razy wypracowano zawieszenie broni. Jedno trwało cztery dni, drugie dwa miesiące. Tymczasem w Egipcie rozpoczęła się druga runda rozmów między Izraelem, a Hamasem. Obie strony zdecydowały się usiąść do stołu dzięki presji Donalda Trumpa. Negocjacje nie są łatwe, bo prócz kwestii uwolnienia zakładników, obie strony nie zgadzają się niemal w każdym innym punkcie planu pokojowego prezydenta Stanów Zjednoczonych.