Po dwóch tygodniach blokady granicy polsko-białoruskiej, przywrócono na niej ruch. Polscy przedsiębiorcy ucierpieli, to pewne. Czy w ogóle warto było blokować granicę? Sprawą zajął się w Raporcie 357 Michał Trantau.

W czwartek otwarto przejścia na granicy polsko-białoruskiej. Ruch wrócił na dwa przejścia samochodowe i trzy przejścia kolejowe. Co naturalne, zarówno w Terespolu, jak i Koroszczynie, ustawiły się kolejki.
Zapad powodem zamknięcia granic
Przypomnijmy, że przejścia były zamknięte decyzją rządu polskiego, od 12 września 2025 roku, wówczas zaczęły się manewry Zapad, wspólne wojskowe manewry armii białoruskiej i rosyjskiej.
Po zakończeniu manewrów zdecydowano się przejścia otworzyć. - Zakończenie manewrów Zapad zmniejszyło zagrożenie, choć go nie zlikwidowało. Uznaliśmy zatem w rządzie, że środek zapobiegawczy, jakim była blokada przejść, spełniła swoje zadanie - powiedział premier Donald Tusk. - W razie konieczności blokada wróci, nie ma co do tego wątpliwości - dodał przewodniczący Rady Ministrów.
Okazuje się jednak, że blokada wywołała zawirowania gospodarcze, które uderzyły w przedsiębiorców pogranicza. W Raporcie 357 mówił o tym Łukasz Sosiński, szef Bialskopodlaskiej Izby Gospodarczej. - Blokada sprawiła ogromne kłopoty. Bezpieczeństwo ekonomiczne przedsiębiorców ucierpiało. A jest przecież równie ważne, jak bezpieczeństwo państwa.
Jego słowa potwierdzili lokalni przedsiębiorcy, których o zdanie spytał Michał Trantau. - Nie dość, że nie zarabialiśmy, to brakowało na pieniędzy na wynagrodzenia - mówili.
Przedsiębiorcy nie wykluczają zwrócenia się do rządu o rekompensaty za straty, a rząd nie wyklucza tych rekompensat. Ale nie mówi też, że je wypłaci.
Szpieg z ulotkami
Obecnie za wschodnią granicą Polski znajduje się jeszcze 1300 pojazdów. Michał Trantau powiedział, że kierowcy byli narażeni na białoruską propagandę. W tym tę szerzoną przez oskarżonego o szpiegostwo sędziego Tomasza Szmyta. Szmyt powiedział, że rozdawał ulotki „w czynie społecznym”.
Mińsk już wykorzystuje propagandowo blokadę. Skomentowała to Arleta Bojke, ekspertka od Białorusi i Rosji: - Mińsk ma czystą kartę, by oskarżać Polskę. I robi to, i będzie robił.
Czy należało zamykać granice, wobec powyższego? - Trudno mi to zrozumieć. Wojska na granicy stacjonują przecież cały czas. Te armie są zrośnięte: rosyjska i białoruska. To i tak jest przecież oczywiste, że mamy wrogie wojska za naszą wschodnią granicą - zakończyła Arleta Bojke.