Kiedy zobaczyłam zdjęcie Henryka w „Głosie Rewaw”, pękło mi serce.

rysunek ELINA PYROHOVA
Nie pierwszy raz, w końcu mam za sobą ponad 30 lat w małżeństwie i 40 lat w oświacie. Jednak nigdy dotąd nie poczułam piekącego bólu w mostku pod wpływem lokalnej prasy. Zasadniczo wolę książki.
Gazetkę regularnie przynosi mieszkający ze mną syn, w dniu, w którym robi zakupy w pobliskim Universamie. Przeglądam ją, po czym zużywam na ziemniaczane obierki. Tym razem przeczytałam tekst od początku do końca, wycięłam zdjęcie i wkleiłam je do notesu, w którym zapisuję sprawy z kategorii: pilne i/lub ważne.
Henryk bardzo przypominał naszego Stefana.
Tamtego dnia poczułam, że powinnam coś powiedzieć w obronie chłopaków. W końcu nie przemówią już ludzkim głosem. A odkąd Stefan i jemu podobni tak licznie pojawili się w naszej okolicy, wszystko zmieniło się na lepsze. Tak to widzę.
W poprzednim systemie uczyłam języka rosyjskiego. Jako jedna z pierwszych w szkole wyczułam wiatr zmian i w pół roku przekwalifikowałam się na angielski. Nigdy nie pozbyłam się słowiańskiego akcentu, ale sądzę, że byłam dobrą nauczycielką. Nie taką, co to tylko podręcznik i kartkówki ze słówek. – Listen, children mówiłam …
Cała rozmowa do przeczytania w Piśmie. Magazynie opinii