Idź do treści
Tylko w podcastach
Magazyn Pismo
02.09.2026, 35’
Magazyn Pismo

Z Pismem u... Wernera Herzoga, złodzieja kamery

02.09.2026, 35’

Aby kino pozostało świeże i żywe, czasem trzeba na nie spojrzeć z dystansu – mówi bawarski reżyser.

Tekst Adama Robińskiego ukazał się w 105. numerze Pisma. Magazynu oponii

Rysunek: Olga Nowotnik

Aby kino pozostało świeże i żywe, czasem trzeba na nie spojrzeć z dystansu – mówi bawarski reżyser.

Tekst powstał w ramach współpracy reklamowej 
z Millenium Docs Against Gravity.

Trzy pluszowe świstaki noszą pseudoludowe stroje w stylu alpejskim. Wchodząc w rolę konferansjera, Werner Herzog nonszalancko opiera się łokciem o półkę. „Kilka lat temu moja żona Lena ofiarowała mi taki prezent na urodziny. Oto moi bawarscy muzykanci, chciałbym, aby zagrali również dla Was” – mówi, a potem uruchamia każdą z zabawek: akordeonistę i dwoje jodłujących tancerzy. Koncert trwa raptem 20 sekund, podczas których operator kamery – być może jest nim wspomniana małżonka – z trudem hamuje wybuch śmiechu. Gdy muzykanci milkną, Herzog dorzuca jeszcze jedno zdanie komentarza: „Wierzcie lub nie, ale bardzo ich lubię”.

Dziś instagramowa rolka ma już 134 tysiące polubień i prawie 1200 entuzjastycznych komentarzy – niemało jak na filmik zamieszczony przez kogoś, kto wszedł w świat platform społecznościowych po to, by go obśmiewać. To ostatnie jest jasne dla każdego, kto widział internetowy debiut Herzoga. 25 sierpnia 2025 roku reżyser nadaje z ogrodu. Na ruszcie skwierczy stek, obok paleniska czekają na swoją kolej ziemniaki zawinięte w folię aluminiową. Trzymając ręce w kieszeni, Bawarczyk wygłasza coś na kształt exposé: „Nazywam się Werner Herzog. Bywam pytany, dlaczego pozostaję nieobecny w mediach tradycyjnych i społecznościowych. Nie używam telefonu komórkowego i tego typu urządzeń, ale mam przeczucie, że powinienem dzielić się z wami moją pracą i codziennymi sprawami”. Filmik spotyka się z jeszcze większym aplauzem niż występ pluszowej orkiestry. W komentarzach przewijają się podziękowania i peany na cześć autora, przeplatane określeniami typu „legenda” oraz „ikona”. Choć Instagram zdaje się za jego sprawą płonąć, reżyser nijak się do tego wzmożenia nie odnosi. Nie dowiadujemy się też, czy steki podaje krwiste, czy dobrze wysmażone.

Cały tekst do przeczytania w Piśmie. Magazynie opinii