Idź do treści
Tylko w podcastach
Magazyn Pismo
02.09.2026, 39’
Magazyn Pismo

Forrest Gump naszych czasów

02.09.2026, 39’

Świat każdego dnia staje się bardziej „muskistowski” – przekonuje Ben Tarnoff, współautor książki „Muskizm. Świat według Elona Muska”.

Rozmowa Sylwii Czubkowskiej ukazała się w 105. numerze Pisma. Magazynu opinii

Rysunek: Paweł Smardzewski

Świat każdego dnia staje się bardziej „muskistowski” – przekonuje Ben Tarnoff, współautor książki „Muskizm. Świat według Elona Muska”.

ylwia Czubkowska: Dlaczego „muskizm” i czy naprawdę potrzebujemy nowego terminu? Mamy już przecież pojęcia takie jak anarcholiberalizm, kapitalizm nadzoru, kapitalizm platformowy, akceleracjonizm czy wreszcie ciemne oświecenie – wszystkie opisują kierunek, w jakim zmierza świat wielkiego kapitału i wspierającej go władzy. Brakuje nam określeń na to, co się teraz dzieje?

Ben Tarnoff: Wraz z Quinnem Slobodianem, współautorem Muskizmu, zdajemy sobie sprawę, że w ostatnich latach ukuto wiele terminów, które mają pomóc zrozumieć zarówno siłę sektora technologicznego, jak i sposób, w jaki wydaje się on przebudowywać nasze społeczeństwo, politykę i gospodarkę. Wiele zjawisk typowych dla ery neoliberalnej sprawia wrażenie ustępujących. Wchodzimy teraz w jakąś nową, dość dziwną konfigurację, w której państwa coraz częściej starają się ograniczać swoją zależność od globalnych rynków. Widać to bardzo wyraźnie w kontekście wojny amerykańsko-izraelskiej z Iranem, ale ten trend, znany jako deglobalizacja, trwa już od dekady.

Jednolinijkowa definicja muskizmu, którą podajemy w książce, brzmi: to obietnica suwerenności poprzez technologię. Musk nie zajmuje się przecież samym sprzedawaniem samochodów, rakiet czy satelitów. On sprzedaje raczej ideę, zgodnie z którą w coraz bardziej niestabilnym świecie zarówno jednostki, jak i całe państwa mogą wzmocnić swoją samowystarczalność, podłączając się do jego – Muska – infrastruktury.

W kolejnych krajach obserwujemy ten nowy typ relacji między sektorem publicznym a prywatnym, powrót polityki przemysłowej, a nawet – za czasów administracji Trumpa – eksperymenty z kapitalizmem państwowym. Bo tak przecież można nazwać działania rządu, który zaczął nabywać udziały kapitałowe w prywatnych firmach. Te nowe realia wymagają teoretycznego ujęcia i wielu badaczy już się tym zajmuje. Nasza propozycja to nie tylko dorzucenie kolejnego terminu do i tak już przeładowanego rynku pojęć. „Muskizm” nie ma zastąpić innych użytecznych koncepcji, …

Cała rozmowa do przeczytania w Piśmie. Magazynie opinii