Idź do treści
Tylko w podcastach
Język niewydarzony
01.11.2024, 17’
Język niewydarzony

#4 Jak zdefiniować błąd? 

01.11.2024, 17’

Głupie pytanie, to jest rzecz oczywista. Błąd to jest jedzenie majonezu, którego funkcję nawet producent jednoznacznie określił jako dekoracyjną.

Błędem jest też – w kontekście tzw. zarabiania na chleb – pójście na polonistykę, co niżej podpisany (bez przekonania) potwierdza. 

A błędem największym jest napisanie (i to po polonistyce!) „błond”. 

Ale czy na pewno? 

Błąd jest przecież nieświadomym odstępstwem od normy językowej1. Zatem, skoro napisałem „błond” świadomie, czy dalej możemy mówić o błędzie? 

Co więcej: czy o błędach możemy mówić w kontekście takich sformułowań, jak „uspać córkę”? 

Tu sprawa okazuje się bardziej skomplikowana. Przytoczona wyżej encyklopedyczna definicja błędu jako nieświadomego odstępstwa od normy językowej, nam nie pomoże. Pomóc może nam za to rudymentarna dla polonistek i językoznawczyń definicja zaczerpnięta z Kultury języka polskiego2.

Błąd to „[…] sposób użycia jakiegoś elementu języka, który razi jego świadomych użytkowników, gdyż pozostaje w sprzeczności z ich dotychczasowymi przyzwyczajeniami, a nie tłumaczy się funkcjonalnie”3.

No i niby fajnie, niby wszystko wiadomo, niby do przodu. Chyba że jednak nie. 

 „Uspać” niby może nas razić, bo jesteśmy przecież (a jakże!) świadomymi użytkownikami i użytkowniczkami języka i wiemy, że powinno być „uśpić”. Ale jeżeli jesteśmy też w miarę czujnymi obserwatorami i obserwatorkami przestrzeni internetowej, to wiemy też, że po formę „uspanie” sięga konkretna grupa w konkretnym kontekście. Konkretnie: na forach parentingowych matki (nie mylić z „madkami”!) używają właśnie „uspania”, ponieważ „uśpienie” kojarzyć się może z potoczną nazwą zabiegu eutanazji zwierzęcia. A niekoniecznie chcą, by właśnie ten zabieg przeprowadzać na ich ukochanych bąbelkach i bombelkach.

Mamy zatem do czynienia z wprowadzeniem świadomej zmiany językowej, która tworzy nowy sens. Podobnie zresztą jak w przypadku dwóch innych niezgodnych z normą językową form, które pojawiły się wyżej, tj. „madek” i „bombelków”. Te pierwsze nie oznaczają po prostu matek, lecz matki o wyjątkowo roszczeniowym, wyższościowym i uciążliwym dla otoczenia usposobieniu4. Podobnym usposobieniem charakteryzuje się właśnie „bombelek”, czyli latorośl „madki”. 

Skoro zaś te przetworzone w „niepoprawny sposób” słowa wprowadzają nam nowe sensy, to znaczy, że tłumaczą się funkcjonalnie. A to z kolei znaczy, że możemy zatem określać ich mianem błędów. To innowacje językowe.

Oczywistym jest, że są niezgodne z normą językową, jednak każda z nich wykracza poza tę normę w określonym celu. Alternatywna forma zapisu odsyła nas do nowych znaczeń, zwraca uwagę na zjawiska kulturowe czy społeczne, poszerza możliwości komunikacyjne. Zatem sięganie po wszystkie powyższe formy może być raczej wyrazem większej świadomości, nie zaś nieznajomości zasad języka polskiego. 

Warto zatem zadać sobie pytanie o to, co UZNAJEMY za błąd? W największym uproszczeniu: to, co godzi w nasze wyobrażenie o poprawnej polszczyźnie. A to przecież już kwestia bardzo subiektywna5. Dla jednej osoby błędem będzie wszystko to, czego nie ma w słowniku, dla drugiej wszystko to, co nie brzmi w sposób rodzimy, dla trzeciej wszystko, co czyni komunikację nieprecyzyjną. Dla czwartej z kolei wszystko to, co stoi w niezgodzie z zero-jedynkowym pojmowaniem języka, do którego to pojmowania przyzwyczaja się nas w szkole. Dla piątej zaś to, co nie znajduje uzasadnienia systemowego. 

I tak na przykład dwie pierwsze osoby mogłyby się posprzeczać z trzecią. Dla drugiej bowiem sięganie po „fact-checking” jest zanieczyszczaniem języka anglicyzmami. Dla pierwszej zaś o niepoprawności tego zwrotu świadczy słownikowa nieobecność. Trzecia osoba z kolei chciała użyć jak najbardziej precyzyjnego określenia, a proponowana „weryfikacja faktów” nie oznacza tego samego (trudno nie wspomnieć przy tym, że również jest rzekomym „zanieczyszczeniem” języka. „Fakt” zapożyczyliśmy z łaciny, „vérification” z kolei przyszło do nas z francuskiego, który też je wcześniej zapożyczył. Również z łaciny). 

Pokłócić mogłaby się również osoby czwarta z piątą. Dla czwartej bowiem „włanczać” jest najpaskudniejszym z błędów, bo właśnie na to słowo najbardziej narzekała pani nauczycielka w gimnazjum i w ogóle „przecież nie ma włancznika”. Dla piątej z kolei „włanczać” ma jak największy sens, ponieważ mówimy [vu̯õṇčyć], a w języku polskim, gdy dochodzi do zmiany aspektu czasownika, zachodzi regularny proces wymiany „o” na „a” (zaprOsić -> zaprAszać)6. 

I oto przed naszymi oczyma maluje się klasyczny polski krajobraz, w którym każdy walczy z każdym, bo może, bo chce i  – przede wszystkim – bo MU SIĘ WYDAJE. Rzekomo w obronie polszczyzny. A tak naprawdę w imię subiektywnych kategorii estetycznych.

I teraz, żeby była jasność: nie twierdzę, że norma językowa jest nam do niczego niepotrzebna, że chólaj dósza pjekua nje ma. Norma językowa jest nam bardzo potrzebna. Bez niej jakiekolwiek próby ustandaryzowania języka byłyby skazane na porażkę, co z kolei uniemożliwiałoby jego nauczanie. Ba, rozpasanie ortograficzno-gramatyczne odbierałoby nam przecież również fantastyczne możliwości zabawy znaczeniem danych słów przy pomocy manipulowania ich zapisem. I wszystkie „madki” i „bombelki” straciłyby sens.  

Twierdzę jednak, że cała masa zjawisk językowych, które identyfikujemy jako błędne, błędami nie są. W przypadku wielu kolejnych, o tym, czy są błędne, decyduje tak naprawdę intencja autora(-rki). Często daną formę postrzegamy jako błędną tylko dlatego, że nie znamy kontekstu lub brakuje nam odpowiedniej wiedzy.

Język jest nierozerwalnie związany z tymi, którzy go używają. Nie jest zamkniętym, zero-jedynkowym tworem, choć oczywiście przedstawianie go właśnie jako takiego ułatwia edukację. Zwłaszcza na wczesnym jej etapie. Warto jednak pamiętać, że język jest dla nas, nie my dla języka. Coś, co nam może jawić się jako błąd, może doskonale służyć komuś innemu. Pamiętajmy, że NASZ sposób korzystania z tegoż języka, nie musi być jedynym właściwym. I nie mamy prawa przymuszać innych, by korzystali z niego na naszą modłę. A wystawianie ocen zostawmy nauczycielom i nauczycielkom.

Autorem tekstu jest Maciej Makselon.

___________________________________________________________

1 Hasło „błąd”, [w:] Encyklopedia PWN, online, encyklopedia.pwn.pl [dostęp: 6.09.2026].

2 A. Markowski, Kultura języka polskiego. Teoria. Zagadnienia leksykalne, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, 2005

3 Jw.

4 Hasło „madka”, [w:] Wielki słownik języka polskiego PAN, online, wsjp.pl [dostęp: 6.09.2026]: matka, która opiekuje się swoim dzieckiem w sposób uciążliwy dla otoczenia, przekonana o swojej wyższości wynikającej z macierzyństwa, postrzegana jako osoba roszczeniowa”.

5 K. Kłosińska, A. Hącia, S. Mandes, M. Adamczyk, K. Kiełpińska, Postawy wobec języka. Raport z badań przeprowadzonych w ramach programu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Obserwatorium Kultury” 2016–2017, Warszawa 2017.

6 Zob. M. Preyzner, „Co nam zostało z tych lat”, [w:] Język Polski 1995, nr 3, [online:] [dostęp: 6.09.2026].