Gdzie tym razem zabiera słuchaczy Tomasz Gorazdowski? Z jednego z najbardziej nieprzyjaznych człowiekowi miejsc na Ziemi udał się do wyjątkowo niespokojnego L.A., a oddechu od wielkomiejskiego zgiełku szukał w cieniu najpotężniejszych drzew na świecie.

Z Doliny Śmierci do Los Angeles jedzie się kilka godzin, akurat tyle, by przyswoić sobie fakt, że wyjechałem z naprawdę nieprzyjaznego człowiekowi miejsca, bo przecież to tam, w 1913 roku termometry zanotowały blisko 58 stopni Celsjusza, najwyższą temperaturę jaką zmierzono na Ziemi. To tam jest najniższy punkt w Ameryce Północnej nie tylko w Stanach Zjednoczonych, położony ponad 250 m poniżej poziomu morza Badwater Basin. To tam są nieprawdopodobne widoki, jak ten Dante View, kiedy patrzy się na rozległą, szarą, nieprzyjazną pustynię położoną 5000 stóp niżej. Zabriskie Point, Mesquite Dunes to kolejne miejsca, przy których zatrzymać się należy. Ale są też miejsca wyjątkowe i wyjątkowo ukryte, do których dostać się można wędrując wyznaczonymi szlakami w Parku Narodowym, najlepiej jednak nie w tych najgorętszych okresach i nie w środku dnia, bo po prostu jest za gorąco.
Niespokojne i pełne nierówności Los Angeles
Urodziny prezydenta Trumpa, protesty związane ruchem “No King” oraz protesty związane z działaniem służb anty imigracyjnych w Los Angeles spowodowały, że jakoś inaczej spojrzałem teraz na “Miasto Aniołów”, które nigdy nie było moim ulubionym miastem na zachodzie Stanów Zjednoczonych. Z obserwatorium Gryfitha, kiedy patrzy się na miasto i na napis Hollywood, nie widać wszystkiego tego, co doskonale widać w downtown.
Miasta bezdomnych, bezbronnych pokonanych przez los ludzi i tych, którzy przegrali walkę z narkotykami z fentanylem, z którym mało kto wygrywa. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że czerwony dywan przed Chinese Theater, gdzie wręczane są Oscary, rozwijany jest tylko raz do roku, a na co dzień nie jest to miejsce, które z ogromną przyjemnością się ogląda. Natomiast oczywiście, jeżeli pojedzie się do Beverly Hills czy Bell Air, najbardziej luksusowych dzielnic Los Angeles, to oczy wychodzą z orbit, kiedy widzi się te luksusowe rezydencje, otulone przez wysokie wybujałe palmy, szerokie drogi i bezpieczne sąsiedztwo.

Zupełnie inaczej jest, kiedy pojedzie się na Venice Beach albo na Santa Monica Beach. Te miejsca będąc w Los Angeles należy zobaczyć, bo są ikoniczne. Molo na Santa Monica na pewno większość słuchaczy kojarzy z amerykańskich filmów. Jadąc dalej na północ, dojedziemy do Malibu, poszkodowanego w tegorocznych wielkich pożarach w Los Angeles.
W cieniu gigantów
Ale proponuję udać się na północ, do parku narodowego Grand Sequoia, tam gdzie rosną największe pojedyncze organizmy na świecie, amerykańskie sekwoje, w tym ta największa, “Generał Sherman” 83 metrowe drzewo, które stoi tu od ponad 2000 lat. Inne towarzyszące mu drzewa, których znajdziemy tutaj naprawdę sporo, stały już tu, kiedy rozpoczynała się era żelaza, kiedy dopiero zaczęto budować osadę, która później miała stać się centrum Imperium Rzymskiego. Jeszcze 1000 lat musiało minąć, by urodził się Chrystus. Tak niektóre drzewa, które rosną w parku narodowym mają 3000 lat i widziały już naprawdę dużo. Największym zagrożeniem dla tych ogromnych drzew są pożary. Jeden z ostatnich, kilka lat temu strawił ogromne powierzchnie i bezpowrotnie straciliśmy 15% tych wspaniałych roślin. Ale bez pożarów, nie będzie nowych drzew. Pożary są potrzebne, ale nie tak wielkie, niekontrolowane jak te ostatnie.

Kiedy powiedzieliście być może “o jakie wielkie drzewo” i powiedzieliście to nie w Kalifornii, nie tu w Grand Sequoia, to znaczy, że nie wiecie, o czym mówicie. Te drzewa mają ponad 80 metrów wysokości, czyli jak 20 piętrowy budynek. Są tak wielkie, że trudno zrobić takiemu drzewu zdjęcie, bo nie mieści się w kadrze. A najbardziej imponujące jest to, że jest ich tak dużo i wiele z nich naprawdę wielkością niewiele ustępuje temu największemu, które nazwane zostało “General Sherman”.
Sugeruję unikać oglądania drzew w weekendy, bo ludzi jest wiele , a na wąskich drogach tworzą się korki. I proszę uważać na drodze, bo to już konkretnie górskie drogi. Wjeżdża się na ponad 2000 m n.p.m., w zimie konieczne są łańcuchy, a śnieg może utrzymywać się do czerwca. Ale jest pięknie.