Rada Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych przyjęła rezolucję popierającą plan Donalda Trumpa, dotyczący pokoju w Strefie Gazy. O przyszłości Palestyny w Dalekim zasięgu, Krzysztof Tubilewicz rozmawiał z Mariuszem Borkowskim, byłym korespondentem PAP w krajach arabskich.

20-punktowy plan Trumpa to plan pokojowy, tym bardziej ważny, że w Strefie Gazy wciąż wrze. Hamas nie chce się rozbroić, a Izrael wciąż atakuje. Daleko jest od dotrzymania zasad rozejmu, na który przystały zwaśnione strony, niejako zmuszone do tego przez Stany Zjednoczone.
„Rada Pokoju, a na jej czele ja”
Tymczasem plan Trumpa zapowiada, że w regionie będzie tak stabilnie, jakby nic się wcześniej nie działo. Tylko Rosja i Chiny wstrzymały się z poparciem rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ, 13 krajów było za. A Donald Trump w swoim stylu triumfował, zapowiadając Radę Pokoju, która będzie przez niego kierowana i będzie składała się ze wszystkich najważniejszych dla bezpieczeństwa ludzi na świecie. Tymczasem, jak zauważył Krzysztof Tubilewicz, Hamas już odrzucił plan, mówiąc o swoim prawie do oporu.
Czy poparcie Rady Bezpieczeństwa ONZ dla planu Trumpa oznacza, że czeka nas względny spokój? - Można powiedzieć, że plan jest tak kruchy, jak lód. Najmniejsza rzecz może załamać porozumienie. Siły stabilizacyjne na szczęście dostaną mandat do siłowego sprawowania władzy, zadeklarowało się nawet kilka państw, by w nich brać udział (np. Azerbejdżan, czy Indonezja). Ale ja nie widzę możliwości, żeby te siły starły się z Hamasem, nie mówiąc o starciu z izraelską armią - stwierdził Mariusz Borkowski.
Nie ma wielkich nadziei
Ekspert dodał, że żeby plan Trumpa zadziałał, wymagana jest ogromna dobra wola obu stron. Czyli coś, czego nie ma. - Rozejm trwa, a tymczasem codziennie w Strefie Gazy ginie kilka-kilkanaście osób. Wyburzane są budynki cywilne, bombardowane są schroniska i namioty. Potrzebne jest 300 tys. nowych namiotów, których wwiezienie Izrael blokuje. Tymczasem w Strefie Gazy nastały chłody, jest deszczowo i zimno. Sytuacja w Gazie jest bardzo bardzo zła - powiedział Mariusz Borkowski.
Założenia planu Trumpa są takie, że od 1 stycznia 2026 roku miałyby w Strefie Gazy funkcjonować siły stabilizacyjne, aż do 2027. Miałyby one szkolić niezależnych od Hamasu policjantów i rozbroić Hamas - mówił Mariusz Borkowski. - Ale problem w tym, że Hamas musi się zgodzić, bo inaczej trzeba będzie z jego bojownikami wojować. Tymczasem przedstawiciele organizacji powiedzieli, że oddadzą władzę polityczną i ciężką broń, ale lekkiej nie oddadzą. I nie zrezygnują z oporu - wyjaśnił ekspert.
Nie ma wątpliwości, że Hamas część planu Trumpa już teraz odrzuca. Z kolei rząd Binjamina Netanjahu mu przyklaskuje i bardzo wspierał decyzję Rady Bezpieczeństwa.
- To powód, dla którego nie brzmi to przyszłościowo. Rozdźwięk jest teraz nawet większy. Bo Izrael stawał na głowie, aby z rezolucji usunąć zdanie „wiarygodna droga do powstania Państwa Palestyńskiego”. Izrael jasno oświadczył, że się nie zgadza i nigdy nie zgodzi na jakiekolwiek Państwo Palestyńskie. Rządzący mówią, że przeciwstawią się temu tworowi zbrojnie, nie dopuszczą do jego powstania - przyznał Mariusz Borkowski. - A bez powstania Państwa Palestyńskiego nie ma mowy o jakimkolwiek trwalszym pokoju - dodał.