Idź do treści
Wejdź do środka Zaloguj się
Słuchasz? Wesprzyj!
Wspierasz w Patronite Przenieś
24.10.2025

Węgry obchodziły dziś – 23 października – rocznicę wydarzeń 1956 roku. To jedna z najważniejszych dat w historii tego kraju. Ulicami Budapesztu przeszły dwa konkurencyjne marsze, a sama stolica kraju wciąż czeka na szczyt Donalda Trumpa z Władimirem Putinem, w sprawie wojny w Ukrainie. W Dalekim zasięgu o Węgrzech Michał Żakowski rozmawiał z dr. Dominikiem Héjjem, politologiem specjalizującym się w tematyce węgierskiej, autorem książki „Węgry na nowo. Jak Viktor Orbán zaprogramował narodową tożsamość”.

Władimir Putin i Donald Trump trzymają się za ręce (AP Photo/Julia Demaree Nikhinson)

Czy Węgry są rozczarowane brakiem szczytu Trump-Putin? – Nie są, bo w węgierskiej infosferze nie mówi się, że ten szczyt został odwołany. Mówi się, że nie ma jego daty, a zatem należy go oczekiwać. Tak powiedział Viktor Orbán premier Węgier. Z kolei Marco Rubio powiedział przedstawicielowi Węgier, że szczyt się obędzie. Zatem Węgry się przygotowują i czekają. Polityczne wybrnięcie z tego problemu nie jest łatwe – powiedział dr Dominik Héjj.

Wiktor Orban na razie politycznie korzysta na zamieszaniu. Paradoks dziejów polega na tym, że szczyt mógł się odbyć w dniu rocznicy powstania z 1956 roku, ale do tego nie doszło. A Węgrzy bardzo tę datę pielęgnują. – To paradoks kraju, bo w 1989 roku Viktor Orbán mówił Rosji nie, a teraz mówi gromkie tak. W dniu rocznicy Węgry zostały ogarnięte dwoma marszami: propokojowym, z hasłami „nie dla wojny w Ukrainie”, dość prymitywnym propagandowo oraz drugim, konkurencyjnym, który nie przedstawiał diametralnie innych haseł („nie dla rządów Brukseli”)  – powiedział dr Dominik Héjj.

Trudna sytuacja Orbána

Politolog przyznał, że oba marsze zastały premiera Orbána w bardzo dla niego trudnej sytuacji. – Ta data jest naprawdę niezwykła dla Węgier. Ten bunt był nieprawdopodobny. Właściwie tylko światowy kryzys wokół Kanału Sueskiego ukradł Węgrom uwagę. Przypomnę, że same wydarzenia październikowe rozpoczęły się od marszu poparcia dla przemian w Polsce i dojścia do władzy Władysława Gomułki. Odbył się marsz i po nim zastąpiły żądania. Imre Nagy podpisał wyjście z Układu Warszawskiego, a potem weszli Rosjanie i zniszczyli Budapeszt bardziej, niż miasto ucierpiało podczas II wojny światowej – przypomniał dr Dominik Héjj.

Viktor Orbán z jednej strony oddaje hołd historii, a z drugiej mówi, że to… historia. Jego dzisiejsze działania są głęboko prorosyjskie. Uważa, że dziś to dzięki Rosji Węgry są bezpieczne energetycznie, mają najtańszy prąd, a Polska ma rusofobię. Podejście do Orbana do inwestycji rosyjskich, jest podobne, jak podejście niemieckiej skrajnej partii AfD.

– To poparcie dla Rosji, niezrozumienie dla Ukrainy, wrogość wobec polski – mówił dr Dominik Héjj. – Na Węgrzech oficjalnie pisze się, że Polska jest europejskim pariasem, dąży do III wojny światowej i popiera państwo upadłe, czyli Ukrainę, wciągając resztę Europy w z góry przesądzony konflikt.

Sankcje na ważne dla Węgier koncerny

Tymczasem Donald Trump nałożył sankcję na dwa rosyjskie koncerny naftowe, Rosnieft i Łukoil. Oba są bardzo silne na Węgrzech. Dostarczają ropę MOL-owi, państwowemu gigantowi naftowemu.

– Ale na Węgrzech przekaz jest taki, że nie ma żadnych sankcji, a realizacja dostaw z Rosji dla MOL-u jest niezagrożona – mówił rozmówca Dalekiego zasięgu w Radiu 357. – W infosferze sankcje nie istnieją, uważa się, że Stany Zjednoczone nie będą eskalowały sankcji. No i że będą dla Węgier wyłączenia, bo Węgrzy załatwili to u Donalda Trumpa.

Na koniec rozmawiano o tym, jak mocno gospodarka Węgier jest uzależniona od Rosji? – 86 proc. ropy płynie na Węgry z Rosji. Jeśli chodzi o gaz ziemny, to jest to ponad 80 proc. Węgry od początku wojny w Ukrainie nie zrobiły nic, żeby zmniejszyć te proporcje. Wręcz przeciwnie, zwiększyły import z Rosji. W tej chwili Węgry kupują na całego, wciąż nie myślą, by zdywersyfikować źródła potrzebnych swojej gospodarce węglowodorów. A tymczasem, wbrew państwowemu przekazowi, ta gospodarka jest w katastrofalnej formie – zakończył dr Dominik Héjj.