Głos, który czaruje w audiobookach, i ciało, które na ekranie przechodzi przez kręgi piekielne. Agata Turkot – aktorka znana z „Domu dobrego” Wojciecha Smarzowskiego i serialu „Piekło kobiet” Anny Maliszewskiej – o tym, dlaczego aktorstwo to dla niej „bezpieczne laboratorium skrajności”.

Rysunek: Nadia Linek
Anna Sańczuk: Dla aktora czy aktorki narzędziem pracy jest własny organizm, a jego podstawowe narzędzia to ciało i głos. Zacznijmy więc może od głosu – to wymiar aktorstwa mniej spektakularny, ale równie istotny. Jak się odnajdujesz w tym obszarze? Jak to jest być głosem?
Agata Turkot: Uważam, że głosem można zaczarować. Praca nim może być uwalniająca zwłaszcza dla aktorek, które często są oceniane przez pryzmat wizerunku. Tymczasem gdy nikt cię nie widzi, działa magia głosu i osobowości. Uruchamia się jakaś tajemnica zaklęta w aktorstwie, którą coraz bardziej tracimy, bo dziś wszystko jest na wierzchu, każdy aspekt życia aktora można obejrzeć w mediach społecznościowych.
Nagrywając na przykład audiobook, mogę sprawdzać różne intonacje, bo tu praca z dźwiękiem jest dużo bogatsza. Mogę pozwolić sobie na więcej i wybierać takie elementy, które później będę niuansować w aktorstwie pełnoskalowym. Dla mnie to jak plac zabaw. Mam tu różne foremki, z których mogę sobie zbudować mały zamek, za każdym razem inny.
Już od dekady użyczasz swojego głosu w audiobookach, byłaś też głosem „Pisma”, czytając treści publikowane w magazynie i udźwiękawiając materiały z cyklu Śledztwo Pisma.
Zaczęłam pracować głosem od razu po szkole, łódzkiej filmówce. Już na studiach miałam zajęcia z Krzysztofem Czeczotem, który był pionierem jakościowego udźwiękawiania literatury. To dzięki niemu powstawały wielowymiarowe nowoczesne słuchowiska.
Ciąg dalszy i więcej inspirujących tekstów znajdziesz w miesięczniku „Pismo” i na magazynpismo.pl.