Idź do treści
Tylko w podcastach
Magazyn Pismo
03.06.2026, 52’
Magazyn Pismo

Polska nocą bezalkoholowa

03.06.2026, 52’

Tekst Marty Mazuś ukazał się w 102. numerze Pisma. Magazynu opinii.
Czytał: Krzysztof Tubilewicz
Rysunek: Rafa Janko

Kolejne miasta i gminy w Polsce coraz chętniej wprowadzają nocne ograniczenia w sprzedaży alkoholu. Czy w przesiąkniętej nim polskiej rzeczywistości te zakazy rzeczywiście mogą być skuteczne?

Rysunek: Rafa Janko

Jest 22:30, środek tygodnia, ulica Chmielna w centrum Warszawy. W kolejce do kasy jednego ze sklepów znanej ogólnopolskiej sieci staje mężczyzna, z wyglądu zmęczony nie tylko dniem, ale i całym życiem. W koszyku ma niewiele, kilka półlitrowych puszek, zaraz zostanie obsłużony. Ale piwa nie kupi. „Blokada w kasie. Nie mogę sprzedać” – tłumaczy kasjerka. „Ale dlaczego?” „Jest zakaz sprzedaży alkoholu po 22:00”. Niedoszły klient najwyraźniej o żadnym zakazie nic nie wiedział, choć w warszawskim Śródmieściu obowiązuje od listopada zeszłego roku. „To już się człowiek nawet piwa po ciężkiej pracy nie może napić?” – rozpacza donośnie. Kasjerka nie przegania go, wręcz pociesza, tłumaczy, że bardzo chciałaby mu to piwo sprzedać, ale naprawdę nie może. I tak siebie nawzajem żałują.

W Ciechanowie jest bardziej spektakularnie. Po trzech miesiącach od wprowadzenia tam nocnej ciszy alkoholowej pan Karol, właściciel lokalnego sklepu wielobranżowego, w wywiadzie dla regionalnej telewizji opowiada: „Przychodzą, wręcz błagają nas po 22:00, żebyśmy cokolwiek im sprzedali. Skrajne sytuacje są takie, że ludzie przed nami aż klękają, żeby im sprzedać, bo – za przeproszeniem – są niedopici”.

Jesteśmy świadkami zmiany. To, co jeszcze do niedawna wielu mieszkańcom naszego kraju wydawało się normalnością, a więc niemal nieograniczony dostęp do alkoholu o każdej porze dnia i nocy, powoli staje się nieaktualne. Niektórzy mówią o tym z przejęciem: mamy w Polsce nocną prohibicję. – Ale to nie jest żadna prohibicja – precyzuje doktor Jacek Moskalewicz, socjolog i badacz zdrowia publicznego z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, który specjalizuje się w epidemiologii uzależnień oraz polityce alkoholowej. – To, co mamy teraz w Polsce, to jest regulacja, a nie prohibicja [ta polega na całkowitym zakazie produkcji, dystrybucji i spożywania alkoholu – przyp. M.M.]. A sprzedaż alkoholu wymaga regulacji – dodaje Moskalewicz.

Możliwość takowej pojawiła się osiem lat te­mu. W 2018 roku znowelizowano ustawę o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, która dała samorządom prawo wprowadzenia ograniczeń w nocnej sprzedaży alkoholu. Od początku chodziło przede wszystkim o sklepy, zwłaszcza te w centrach dużych miast, które razem z późnonocną, a nierzadko całodobową ofertą małpek, czteropaków w promocji czy ratunkowych flaszek na imprezę stanowią dla swojej najbliższej okolicy przedsionek piekła.

Jak takie piekło wygląda? Chętnie opowie Piotr Beł­czowski, który wychował się i mieszka w niewielkim bloku w pobliżu wspomnianego sklepu przy ulicy Chmiel­nej. Zanim jego dzielnicę objęto nocnym zakazem sprzedaży alkoholu – na co razem z sąsiadami zrzeszonymi w koalicji „Prosimy ciszej” czekał z utęsknieniem – ze swojego balkonu wychodzącego prosto na deptak regularnie słyszał wrzaski przetaczającej się ulicą pijanej młodzieży, ryk muzyki z przenośnych głośników, bójki imprezowiczów, którzy robili sobie przystanek na ławkach dokładnie naprzeciwko jego mieszkania, a także czuł zapach moczu oddawanego pod ścianą jego bloku. Rano pod sklepem mijał grupy leczących kaca porannym piwem. I tak było nie tylko w weekendy, ale ...

Ciąg dalszy i więcej inspirujących tekstów znajdziesz w miesięczniku „Pismo” i na magazynpismo.pl.