Idź do treści
Wejdź do środka Zaloguj się
Słuchasz? Wesprzyj!
Wspierasz w Patronite Przenieś
Tylko w podcastach
Magazyn Pismo
06.05.2026, 40’
Magazyn Pismo

Integracja sensoryczna – pomoc czy ściema

06.05.2026, 40’

Tekst Pawła Kicmana ukazał się w 101. numerze Pisma. Magazynu opinii. Czytał: Michał Piwko Rysunek: Paweł Mildner

Integracja sensoryczna to prawdziwy hit na rynku terapii dzieci w spektrum autyzmu. Ale czy za atrakcyjną, obiecującą efekty formą idzie udowodniona naukowo skuteczność?

Rysunek: Paweł Mildner

Poczekalnię od sali ćwiczeń dzieli kilkumetrowy korytarz i dwoje zamkniętych drzwi – mimo to praktycznie przy każdej wizycie słyszę śmiech mojego dziecka. Nie ma co ukrywać, bardzo lubi te zajęcia. Rzeczywiście sprawiają wrażenie świetnej zabawy – bujanie na huśtawce, tory przeszkód, masaże, rzucanie piłkami. Przypomina to trochę mieszankę lekcji wychowania fizycznego, aktywności znanych z placu zabaw i fizjoterapii. 

Od półtora roku, raz w tygodniu, jeżdżę z sześcioletnią córką na zajęcia z integracji sensorycznej ( sensory integration, SI). Zostały nam zapisane w związku z diagnozą spektrum autyzmu ( autism spectrum disorder, ASD), a zlecił je zespół orzekający z poradni psychologiczno-pedagogicznej w ramach wczesnego wspomagania rozwoju (WWR). To ministerialny program finansowany ze środków publicznych, realizowany w wymiarze od czterech do ośmiu godzin miesięcznie.

Wydaje się, bo przecież nie badam tego żadnymi profesjonalnymi narzędziami, że córka rzeczywiście korzysta na SI. Gołym okiem widać, że ma lepszą koordynację, sprawniej radzi sobie w różnych aktywnościach fizycznych, takich jak wspinanie, nabrała też znacznie więcej pewności siebie w próbowaniu nowych sportów. Oczywiście to może być zasługa wielu innych czynników – w końcu jest coraz starsza, no i podejmuje też inne aktywności poza integracją sensoryczną. Ale co, jeśli to właśnie ta metoda jest kluczem i rzeczywiście wspomaga rozwój mojego dziecka?

Problem w tym, że wcale nie tak łatwo to udowodnić. Psycholożka i psychoterapeutka Kinga Rajchel, mówiąc o terapiach niezweryfikowanych naukowo, jednym tchem wymienia SI obok homeopatii, totalnej biologii i programowania neurolingwistycznego – oddziaływań opartych na nieprawdziwych założeniach, o nieudowodnionej naukowo skuteczności. Czy to uprawnione porównanie? I czy w ogóle SI działa – a jeśli tak, to na co właściwie? A może to tylko wielki biznes, którego popularności trzeba szukać nie w efektywności, a zupełnie gdzie indziej?

Integracja sensoryczna w praktyce

Zacznijmy jednak od początku. Założenia teoretyczne SI sformułowała w 1972 roku Anna Jean Ayres, amerykańska terapeutka zajęciowa i doktorka psychologii, wskazując, że sposób, w jaki mózg dziecka przetwarza bodźce zmysłowe, to jeden z fundamentów jego rozwoju. Integracja sensoryczna jest rozumiana jako nieświadomy proces...

Ciąg dalszy i więcej inspirujących tekstów znajdziesz w miesięczniku „Pismo” i na magazynpismo.pl.