Idź do treści
Wejdź do środka Zaloguj się
Słuchasz? Wesprzyj!
Wspierasz w Patronite Przenieś
Tylko w podcastach
Magazyn Pismo
06.05.2026, 40’
Magazyn Pismo

Czy jesteśmy gotowi na wojnę?

06.05.2026, 40’

Tekst Macieja Miłosza ukazał się w 101. numerze Pisma. Magazynu opinii.

Czytał: Krzysztof Tubilewicz Rysunek: Jakub Kamiński

Pogłoski o tym, że lada moment na Poznań czy Warszawę będą spadać bomby, są przesadzone. W najbliższym czasie tradycyjnej wojny nad Wisłą nie będzie. Czy w ogóle 
do niej dojdzie, w dużej mierze zależy od tego, jak przygotujemy nasze państwo do obrony.

Rysunek: Jakub Kamiński

Wszystko wskazuje na to, że jesteśmy tym pokoleniem, które stanie z bronią w ręku w obronie naszego państwa – stwierdził generał Wiesław Kukuła, szef Sztabu Generalne­go Woj­ska Pol­skiego w październiku 2024 roku, podczas inauguracji roku akademickiego w jednej z ważniejszych uczelni wojskowych w Polsce – Akademii Wojsk Lą­do­wych we Wro­­cławiu. W lipcu 2025 roku premier Donald Tusk relacjonował swoją rozmowę z amerykańskim generałem Alexusem G. Grynkewichem, który pełni funkcję naczelnego dowódcy sił Sojuszu Północno­atlantyckiego (North Atlantic Treaty Orga­niza­tion, NATO) w Europie. Wojskowy mówił, że Rosja będzie gotowa do konfrontacji z Zachodem, a więc także z nami, już w 2027 roku. W podobnie alarmistycznym tonie wypowiadają się również inni politycy. Na przykład niemiecki minister obrony Boris Pistor­ius w czerwcu 2024 roku podczas przemówienia w Bunde­stagu stwierdził: „Musi­my być gotowi na wojnę do 2029 roku. Musimy zapewnić środki odstraszające, aby zapobiec najgorszemu”.

Więc jak jest? 2027 czy 2029 rok? Kiedy przyjdzie ta wojna do Polski i dalej – na Zachód? Słuchając wypowiedzi polityków w wiadomościach lub czytając tylko nagłówki w portalach, można czasami dojść do wniosku, że nie pozostało nam już nic innego, jak tylko robić zapasy weków, ryżu czy chińskich zupek i szykować się na najgorsze. Ewentualnie mieć cały czas pełen bak w samochodzie, by móc w każdym momencie wsiąść, odpalić silnik i ruszyć – na Zachód właśnie. Ale hola, hola, nie tak szybko. Uspo­kajam. Mimo tych mało optymistycznych wypowiedzi ryzyko tego, że w Polsce wkrótce będziemy mieli do czynienia z tradycyjną, wiel­ko­skalową wojną i że wojska Federacji Rosyjskiej będą bombardować Białystok bądź Lublin niczym Charków czy Kijów, jest znikome. Dlaczego?

Czy Rosja napadnie Polskę?

Najprostsza odpowiedź jest taka, że na razie nie ma czym. Szacunki Głównego Zarządu Wywiadu Minis­ter­stwa Obrony Ukrainy mówią, że pod koniec 2025 roku w Ukrainie przebywało około 700 tysięcy żołnierzy najeźdźcy, czyli ponad połowa wszystkich wojskowych służby czynnej Federacji Rosyjskiej. A trzeba pamiętać, że to olbrzymi kraj, który nie tylko zbrojnie napada inne państwa, ale musi strzec także własnych granic. Tych lądowych ma ponad 20 tysięcy kilometrów (z czego zaledwie 210 kilometrów z Polską), morskich – prawie dwa razy więcej. To też kraj, który musi mieć olbrzymią biurokrację, by przeprowadzać pobór.

Jak długo Rosja będzie próbowała podbijać Ukra­inę – gdzie traci około 30 tysięcy żołnierzy...

Ciąg dalszy i więcej inspirujących tekstów znajdziesz w miesięczniku „Pismo” i na magazynpismo.pl.