Idź do treści
Twój polski utwór wszech czasów? Wybierz
Wejdź do środka Zaloguj się
Słuchasz? Wesprzyj!
Wspierasz w Patronite Przenieś
Tylko w podcastach
Magazyn Pismo
01.04.2026, 33’
Magazyn Pismo

Słuchaj swojego ciała

01.04.2026, 33’

Mężczyźni najczęściej trafiają do mnie w momencie, kiedy wydarzy się coś poważniejszego, uraz, który całkowicie wyklucza ich z aktywności. Często długo ignorują sygnały ostrzegawcze. 
Kobiety zwykle przychodzą wcześniej – mówi doktor Urszula Zdanowicz, specjalistka ortopedii i traumatologii sportowej.

Rozmowa Krzysztofa Łoniewskiego z Urszulą Zdanowicz ukazała się w 100. numerze Pisma. Magazynu opinii.

Czytali: Aleksandra Dobieszewska i Krzysztof Zimoch

Rysunek: Jakub Kamiński

 

Mężczyźni najczęściej trafiają do mnie w momencie, kiedy wydarzy się coś poważniejszego, uraz, który całkowicie wyklucza ich z aktywności. Często długo ignorują sygnały ostrzegawcze. 
Kobiety zwykle przychodzą wcześniej – mówi doktor Urszula Zdanowicz, specjalistka ortopedii i traumatologii sportowej.

Rozmawiał: Krzysztof Łoniewski

Krzysztof Łoniewski: Ulu, znamy się od 15 lat. Czy przez ten czas Polacy zaczęli się bardziej interesować aktywnością fizyczną?

Urszula Zdanowicz: Tak, zdecydowanie. Jednak coraz rzadziej myślimy o ruchu jako o elemencie stylu życia, a coraz częściej jak o projekcie do zrealizowania czy wyzwaniu do odhaczenia. Widać postępującą polaryzację w sposobie, w jaki ludzie uprawiają sport. Z jednej strony przybywa osób, które w ogóle się nie ruszają, z drugiej – tych trenujących bardzo intensywnie, wręcz ekstremalnie. Coraz mniej jest natomiast takich „pośrodku”, czyli podejmujących umiarkowaną, regularną aktywność fizyczną. A to właśnie ta grupa odnosi największe i najbardziej trwałe korzyści zdrowotne z ruchu.

Czyli co? Twoim zdaniem doszło do rozwarstwienia?

Tak, i z roku na rok widać to coraz wyraźniej. Wystarczy spojrzeć na media społecznościowe – dominują tam ultramaratony, maratony, biegi górskie. Ekstremalne wyzwania stały się czymś bardzo widocznym i mocno promowanym.

Od razu przychodzą mi na myśl tak zwane Ironmany – prawie 4 kilometry w wodzie, ponad 180 kilometrów na rowerze i na zakończenie bieg na dystansie maratonu, czyli 42 kilometrów i 195 metrów.

Oczywiście, jeśli ambitne cele motywują kogoś do regularnego ruchu, jest to coś zdecydowanie pozytywnego. Problem zaczyna się wtedy, gdy najważniejsza staje się sama skala wysiłku. Ekstremalny trening nie zawsze oznacza większe korzyści zdrowotne, czasem może wręcz przynieść przeciwny efekt.

Najwięcej zdrowotnie zyskujemy na systematycznej, umiarkowanej aktywności dopasowanej do naszych możliwości. To jednak jest mniej sexy, mniej spektakularne, nie wygląda tak imponująco w mediach społecznościowych.

A co sądzisz o samym maratonie?

To naprawdę …

Ciąg dalszy i więcej inspirujących tekstów znajdziesz w miesięczniku „Pismo” i na magazynpismo.pl.