Idź do treści
Twój polski utwór wszech czasów? Wybierz
Wejdź do środka Zaloguj się
Słuchasz? Wesprzyj!
Wspierasz w Patronite Przenieś
Tylko w podcastach
Magazyn Pismo
01.04.2026, 53’
Magazyn Pismo

Elity nas opuściły

01.04.2026, 53’

Jest jeden sposób, by odebrać populistom monopol na władzę: 
nie udawać, że rzeczywistość wygląda inaczej, niż naprawdę wygląda.

Esej Tomasza Stawiszyńskiego ukazał się w 100. numerze Pisma. Magazynu opinii

Czytał: Krzysztof Zimoch

Rysunek: Dominik Nawrocki

Jest jeden sposób, by odebrać populistom monopol na władzę: nie udawać, że rzeczywistość wygląda inaczej, niż naprawdę wygląda.

Autor: Tomasz Stawiszyński

Budzi się w Londynie, dzień spędza w Paryżu, zasypia w samolocie do Nowego Jorku. Na lotnisko dojeżdża służbowym samochodem. Częś­ciej rozmawia po angielsku niż w jakimkolwiek innym języku, nawet jeśli nie urodził się w USA czy Wiel­kiej Brytanii. Pracuje – albo już niedługo będzie pracować – w międzynarodowych gremiach i korporacjach. Za­rządza – albo już niedługo będzie zarządzać – strukturami, które przekraczają granice państw i kontynentów. Same te granice są dla niego płynne i kon­wencjonalne. Nie przejmuje się nimi. Traktuje je jak przeszkodę, relikt dawnych czasów, który należałoby przezwyciężyć.

Nie jest przywiązany do własnego pochodzenia, tradycji i historii. Państwa narodowe oraz ich rządy traktuje jako zło konieczne i dąży do tego, by w jak najmniejszym stopniu przeszkadzały mu w realizacji interesów i projektów jego organizacji lub korporacji. Punktem odniesienia jest dla niego cały świat. Z żadnym konkretnym miejscem nie odczuwa specjalnej więzi, nie uznaje lokalnych lojalności. Identyfikuje się bardziej z przedstawicielami swojej organizacji lub instytucji niż z sąsiadami – chyba że są to podobni mu mieszkańcy „całego świata”. Spotyka ich czasem, choć raczej rzadziej niż częściej, za murami grodzonych, strzeżonych osiedli.

W przeciwieństwie do dawnej arystokracji, która – przynajmniej częściowo – miała świadomość, że swój przywilej zawdzięcza urodzeniu w określonej warstwie społecznej, on sądzi, że wszystko, co ma, zawdzięcza sobie. Nie czuje wdzięczności wobec poprzednich pokoleń ani odpowiedzialności za przyszłe. Jest przekonany, że świat, w którym żyje, i miejsce, które zajmuje, są mu dane raz na zawsze. Nie zna pojęcia tragizmu. Swoje położenie na drabinie społecznej – oraz kształt tej drabiny – traktuje jak oczywistość. Czuje się ostatnim, najwyższym ogniwem kulturowej ewolucji. I z tej właśnie perspektywy ocenia wszystko inne.

To tylko jedno z możliwych jego wcieleń. Może być bardzo bogaty, ale nie musi. Najistotniejszym aspektem jego tożsamości nie jest stan posiadania, lecz brak przywiązań do systemu wartości, lokalnej tradycji czy języka. A przede wszystkim – do wspólnoty, z której się wywodzi. Żyje na poziomie, który daje mu znaczną autonomię wobec sektora usług publicznych. Korzysta więc raczej z prywatnej służby zdrowia. Mieszka na zamkniętych osiedlach, a nie w blokowiskach. Porusza się raczej własnym samochodem niż środkami transportu publicznego. Dzieci wysyła do prywatnych szkół. Bywa przedstawicielem szeroko rozumianej klasy „analityków symbolicznych”: ludzi zajmujących się przetwarzaniem informacji, nie zaś wytwarzaniem materialnych dóbr. Może być więc zarówno politykiem, jak i finansistą, urzędnikiem na szczeblu międzynarodowym, prawnikiem w wielkiej korporacji, influencerem, pracownikiem naukowym, …

Ciąg dalszy i więcej inspirujących tekstów znajdziesz w miesięczniku „Pismo” i na magazynpismo.pl.