Teksas zostawiłem już za sobą. Przez moment znajdowałem się w nowym Meksyku, by w końcu wjechać do Arizony, stanu, na który czekałem.
Zmierzając do „Great canyon State”, nie sposób nie zajrzeć do Tombstone, jednego z najsłynniejszych miasteczek Dzikiego Zachodu. Swego czasu, miasto było nieprawdopodobnie bogate, a to bogactwo zawdzięczało, świetnie prosperującym, kopalniom srebra. Miasteczko znane było również z najgłośniejszej strzelaniny w historii Dzikiego Zachodu, która miała miejsce w O.K.Coral w 1881 roku. Wyatt Earp z braćmi rozprawił się z bandytami z rodu Clantonów. Ponad 40 strzałów w niewiele ponad pół minuty.
Bird Cage Theatre istnieje w Tombstone do dziś. To było kasyno, teatr, burdel, opera i saloon w jednym. Oryginalne, kuloodporne drzwi można oglądać do dziś. Ciągle można wejść na pięterko po oryginalnych, ponad 100 letnich wąskich schodach. Przez 8 lat, bez jednego dnia przerwy, lokal był otwarty. Tu miała miejsce najdłuższa gra w pokera w historii Dzikiego Zachodu. Grano 8 lat, 5 miesięcy i 3 dni. Zmieniali się tylko gracze. Tu zastrzelono ponad 40 kowbojów, więc nie było to najbezpieczniejsze miejsce, ale gdzie było wówczas bezpiecznie?

Miasta Arizony. Jedzenie, energia i opuszczone kopalnie
Tucson - kolejne miasto, przez które przejeżdżałem. Warto zatrzymać się i spróbować lokalnej kuchni. Nie bez powodu Tucson zaliczane jest do światowego dziedzictwa kultury UNESCO ze względu na wyjątkowo bogatą kuchnię i gastronomię. Na brak zabytków też tu narzekać nie można. Mam na myśli głównie konwent San Xavier. Droga zaczęła prowadzić już praktycznie w 100 proc. na północ. Szerokim łukiem ominąłem wielką aglomerację Phoenix, by skupić się na tym co znajduje się na północ od Tucson.
Kolejnym przystankiem była Sedona, takie arizońskie Aspen. Niewielka osada położona pośrodku czerwonych skał, kanionów, wzgórz i miasteczko, do którego można przyjechać, a później tygodniami nie wyjeżdżać, bo tak dużo jest tu do roboty i tak piękne jest to, co je otacza. Sedona to nie tylko walory przyrodnicze, lecz także miasto, które przyciąga artystów i ludzi związanych z alternatywną wizją życia i energii. To właśnie tu znajdują się vortexy, czyli miejsca, w których krzyżują się podziemne linie energetyczne. Podobno już rdzenni mieszkańcy tych ziem zdawali sobie z tego sprawę i przyjeżdżali do Sedony, na spotkanie z energią. Tu zaczynają się liczne szlaki turystyczne począwszy od krótkich, ale zawsze obfitujących w cudne widoki, po zdecydowanie dłuższe i trudniejsze, prowadzące w głąb czerwonych wzgórz dookoła miasteczka.
Po drodze na północ jeszcze Jerome, jedno z najsłynniejszych Ghost Town na Dzikim Zachodzie. To było prężne i potężne miasto górnicze, w którym żyło kiedyś 15 000 ludzi. Głównym bogactwem była miedź. W 1911 roku “The New York Times” określił miasto, jako najdziksze i najniebezpieczniejsze z miast na Dzikim Zachodzie, a to z powodu rabunków, gwałtów, strzelanin, do których dochodziło tu niemal codziennie. Praca górnika nigdy nie była łatwa – szczególnie na początku XX wieku. Kiedy miedź się skończyła i kopalnie zamknięto, górnicy wyjechali. W mieście zostało zaledwie kilkadziesiąt osób. Domy popadały w ruinę. Wyglądało na to, że nie ostanie się kamień na kamieniu, ale w latach 60 XX wieku Jerome odkryli hipisi. To oni przyjechali tu, zajmowali pustostany i ocalili miasto od zapomnienia. Dziś to miasto odkryte jest przez turystów, którzy chętnie poznają historię Ghost Town i spędzają trochę czasu w miejscu, które podobno jest jednym z najbardziej nawiedzonych przez duchy w całych Stanach Zjednoczonych
Okruchy w obliczu majestatu. Wielki Kanion
Z Sedony, dalej na północ przeciąłem autostradę międzystanową nr 40 i słynną Route 66 w miejscowości Flagstaff, by po kilku godzinach dojechać do Wielkiego Kanionu Kolorado, na południową krawędź. Majestatu i ogromu Wielkiego Kanionu nie da się opisać słowami.
Tu trzeba przyjechać, zobaczyć i zdać sobie sprawę, jakim okruchem jesteśmy w obliczu tej dziury w ziemi żłobionej przez rzekę Kolorado przez miliony lat. Ponad 300 km długości, blisko 50 km szerokości i 2 km w głąb. Do Wielkiego Kanionu trzeba po prostu przyjechać, a najlepiej spędzić tu trochę czasu, zejść na dół, obejrzeć kanion z innej perspektywy, ale robi to stosunkowo mało turystów odwiedzających Wielki Kanion, a rocznie przyjeżdża tu około czterech milionów ludzi. O Wielkim Kanionie w Radiu już w środę.